| Ja kontra Marcin |
|
| | Trochę głupio wyszło, bo znów ją wkurzyłem. Ale swoją drogą jak się złości to też jest śliczna. Wróciłem do domu, ale jakoś nie miałem siły tam siedzieć. Nie było aż tak późno, to zadzwoniłem do Marcina. Najlepszy kumpel zawsze ma czas. Przynajmniej jak ani jeden, ani drugi nie ma dziewczyny. Umówiliśmy się na piwo, więc ruszyłem na rynek. Tylko, że jak już usiedliśmy przy tym piwie, to Marcin jak nakręcony zaczął mówić o Weronice. Ups…Huston mamy problem. To było pierwsze co przyszło mi na myśl. Przecież jeżeli obaj zwróciliśmy na nią uwagę, to robi się niezła zadyma. Ja nawet nic się nie odzywałem. Ale widoki sprzed godziny nie opuszczały moich myśli. Ten ręcznik, mokre włosy, wściekłe oczka i słodkie usta. Gdyby Marcin dowiedział się jak ja ją widziałem, to by mnie zastrzelił. Ale wkradła mi się jeszcze jedna myśl. Przecież Weronika nie wie, że ja i Marcin jesteśmy kumplami. Jak ona się dowie, to zrobi nam takie piekł, że my się nie pozbieramy. Cud będzie jak nie rzuci pracy. Powiedziałem Marcinowi i zaczęliśmy się zastanawiać jak jej to powiedzieć. | | |