| Brak tolerancji |
|
| | Do pracy wybrałem się już dzisiaj samochodem. Przecież jako poważny pan kierownik nie ma mowy o spóźnianiu się. Obiecałem sobie też, że jeśli Weronika się spóźni to ją upomnę. Tak znajdę w sobie tyle siły, że powiem jej, że nie będę tolerował spóźnień. Nie ma o czym mówić. Wszyscy muszą być na czas, to ona też. Zajechałem pod bank, po długich, nawet bardzo długich i bardzo ciężkich znalazłem miejsce do zaparkowania. Jejku, będę przyjeżdżał jeszcze wcześniej, żeby nie zostawiać samochodu nie wiadomo jak daleko. Ale udało się zostawić to auto, wylazłem z niego, pozbierałem teczki, papierzyska i inne szpargały i ruszyłem do drzwi. Kiedy je już otwierałem podjechało całkiem fajne autko zaraz przed wejście. I nie uwierzycie, z samochodu wysiadła Weronika. Na tą drugą co prowadziła nawet nie zwróciłem uwagi. Za to jak zobaczyłem JĄ to mnie wmurowało. Chryste, ona ma nogi do nieba, ta jej spódniczka podkreślała chyba wszystko co miała najlepsze. Aż mi oddech na chwilę odebrało. Włosy, makijaż, aż sobie jęknąłem. | | |