| Czwartek rano |
|
| | Siedząc i rozmyślając wypiliśmy jedno, drugie, trzecie, czwarte…i od tego momentu przestałem liczyć. Nie wiem, ani na którym piwie skończyliśmy, ani o której właściwie wróciłem do domu. A już tym bardziej jakim cudem. Dobrze, ze budzik sobie wcześniej nastawiłem, bo przecież bym się nie podniósł z wyra. Ojjjj z jakim ja bólem głowy wstałem. A właściwie się obudziłem, bo chyba z pół godziny i to dobre pół godziny leżałem i gapiłem się w sufit. Dopuszczając do siebie tylko jedną myśl, jak mnie strasznie boli głowa. Wstałem, wziąłem tabletkę, poszedłem do łazienki i napuściłem wody do wanny. Doszedłem do wniosku, że jeśli coś ma mi pomóc to będzie właśnie ciepła kąpiel i kubek kawy. Jak już wlazłem do tej wanny, to przypomniała mi się Weronika…ten widok przed oczyma mnie wykończy. Nie chcę wiedzieć co to będzie, jak przyjdzie dziś do pracy. Jak ja mam się do jasnej nie pogody zachowywać. Bo co, przecież nie będę wspominał o tym co było wczoraj, bo metodą Bazyliszka zostanę ukatrupiony wzrokiem. Z drugiej strony coś trzeba zrobić, zanim Marcin wystartuje. Same problemy przez baby. | | |